
“Człowiek lata umysłem, nie samolotem”
23 Październik 2010Nie ma to jak obudzić się skoro świt, o 10. rano, w nieswoim łóżku. Zabrać kurtkę oblepioną kocią sierścią i wymknąć się cichaczem, myjąc wcześniej zęby pastą nałożoną na palec wskazujący, biorąc “francuski prysznic”. Wysupłać dwapiendziesiont na Wyborczą z Wysokimi Obcasami i czytać ją w autobusie na Dąbrowę, w przerwach snucia planów podboju świata. O dzwonieniu bez wyraźnego powodu do Danny’ego nie wspominając. A później wejść do mieszkania, zobaczyć się w lustrze po raz drugi tego pięknego, słonecznego (acz cholernie zimnego) dnia i roześmiać się. Wywalić na kontuar zawartość kieszeni. Wziąć Apap – popijając go Neską, a zagryzając kanapką z paprykarzem (bo nic innego, poza sosem sojowym w lodówce nie zostało). I tak na bogato. Odpalić lapka, wejść na fejsa, dowiedzieć się, że Iwona K. ma urodziny (“niech jej gwiazdka pomyślności nigdy nie zagaśnie”) i w złudnym poczuciu +50 do awsomeness wylać z siebie to krótkie memorandum.
Uwielbiam swój kierunek studiów. Z całym jego folklorem – z konspiracją godną peerelowskiego podziemia, z penisami rysowanymi w notatnikach, z ludźmi nawijającymi do wybijanych na gitarze bitów, z rozkładanymi kanapami powodującymi lekkie deja vu. DZiKS to styl życia, to maszynka do produkcji weny. A może to studia w ogóle?
Dobry melanż, Nalevois, dzięki
PS Facepalm nie chciał umieścić na łolu tego statusu ze względu na trzykrotne przekroczenie limitu znaków. Zabezpieczenia antygrafomańskie, heh
